Immersja, mikro-eventy, AI, zielone eventy – które trendy w organizacji wydarzeń employer branding faktycznie działają? Oceniamy każdy z nich.
W świecie eventów, jak w każdym innym obszarze biznesu, trendy zmieniają się szybciej, niż jesteśmy w stanie aktualizować prezentacje w PowerPoincie. Co chwila pojawia się coś nowego, coś „must-have”, coś, co „wszyscy już robią”. Tylko że… nie wszystko, co dobrze wygląda na konferencji branżowej, ma sens w budowaniu wizerunku pracodawcy.
Eventy employer branding i event marketing to nie zawsze to samo. A ślepe kopiowanie trendów kończy się najczęściej tym, że robimy coś efektownego – ale kompletnie nieefektywnego.
Poniżej kilka kierunków, które widać dziś bardzo mocno. I moje spojrzenie na to, co z tego faktycznie działa w EB, a co lepiej zostawić innym obszarom biznesu.
Immersja na eventach EB, czyli „efekt wow” na sterydach
Coraz więcej eventów idzie w doświadczenie zamiast prezentacji. Pokoje immersyjne, scenografie 360°, strefy sensoryczne, miejsca do wyciszenia. Wszystko zaprojektowane tak, żeby uczestnik coś poczuł, a nie tylko usłyszał. Dobrym przykładem jest Women in Tech Summit, gdzie część przestrzeni została zamieniona w strefę oddechu. Bez telefonów, bez laptopów, z przestrzenią, która pozwala się na chwilę zatrzymać. I to jest naprawdę dobry kierunek. W świecie, który cały czas coś od nas chce, największą wartością eventu może okazać się… święty spokój.
Tylko teraz pytanie: co z całego wachlarza działań pod parasolem immersji jest OK dla EB?
Jeśli masz na to budżet i traktujesz immersję jako dodatek – super. Na dużych eventach wewnętrznych, na targach pracy, jako element stoiska: coś, co angażuje zmysły, daje chwilę oddechu, buduje emocję.
Jeśli jednak zdecydujemy się zainwestować cały budżet w coś, co ładnie pachnie albo ładnie świeci, popełnimy spory błąd. Nikt nie aplikuje do pracy dlatego, że firma zrobiła ładną instalację z zapachem mięty i miękkim światłem. Immersja jest fajna. Ale sama w sobie nie zatrudnia.
Mikro-eventy employer branding – precyzja zamiast masówki
Drugi trend to odejście od wielkich, masowych wydarzeń na rzecz mniejszych, bardziej dopasowanych spotkań. I tutaj robi się naprawdę ciekawie, ponieważ jest to trend idealny do wdrożenia w praktycznie każdej firmie.
Dla przykładu Aldi, czyli wielka sieć handlowa, organizuje mini eventy rekrutacyjne przy linii kas swoich sklepów w celu zatrudnienia magazynierów do centrów dystrybucyjnych zlokalizowanych w bliskiej odległości od tych sklepów. Z drugiej strony mamy McKinsey – zupełnie inną firmę, z zupełnie inną grupą docelową – i ich kameralne kolacje networkingowe dla kilkudziesięciu kobiet zainteresowanych rozwojem w konsultingu strategicznym. Dwa różne światy, ten sam mechanizm: precyzyjne dotarcie do konkretnej grupy.
Zamiast mówić do wszystkich, zaczynasz rozmawiać z konkretnymi ludźmi. Z konkretną specjalizacją, potrzebą, poziomem doświadczenia. Mniej „tłumu”, więcej relacji. I nagle okazuje się, że zamknięty warsztat dla 20 osób może przynieść więcej jakościowych aplikacji niż stoisko na targach z tysiącem przypadkowych rozmów.
To jest jeden z tych trendów, które naprawdę warto brać w ciemno. Co ciekawe, w event marketingu dopiero się go odkrywa, a w świecie employer brandingu był obecny prawdopodobnie od momentu, w którym employer branding, jako pojęcie, powstał. Brawo my!
Community-led events w EB – jak oddać scenę i nie stracić kontroli
Kolejny kierunek to oddawanie sceny społeczności. Eventy prowadzone przez ekspertów, praktyków, ludzi „z branży”, a nie przez HR czy marketing.
Klasyczny przykład to meetupy technologiczne, gdzie główną rolę grają developerzy, a firma jest tylko gospodarzem. I to jest coś, co w EB ma ogromny potencjał – pod jednym warunkiem. Firma musi umieć… zrobić krok w tył i zejść ze sceny. Bo jeśli community-led event zamienia się w prezentację o „naszej wspaniałej kulturze organizacyjnej”, 40 slajdów o wartościach i 10 minut faktycznej treści… to przestaje działać.
Pamiętaj w trakcie organizacji tego typu wydarzenia, że ludzie przychodzą na nie po wiedzę, nie na autopromocję marki. Najlepsze, co marka może tu zrobić, to stworzyć przestrzeń i… nie przeszkadzać. Być obecnym, ale nie dominującym.
AI na eventach EB – kiedy pomaga, a kiedy przeszkadza?
AI wchodzi wszędzie, więc oczywiście wchodzi też na eventy employer branding. Chatboty rekrutacyjne, personalizowane ścieżki uczestnika, dopasowanie ofert pracy na podstawie CV, generowanie feedbacku na żywo.
I teraz: czy to ma sens? Tak, ale tylko wtedy, kiedy realnie pomaga. Jeśli AI skraca proces rekrutacyjny na evencie, pomaga dopasować kandydata do roli, wspiera rekrutera, super. Jeśli AI jest tylko „atrakcją”, np. jest to kolejna wersja fotobudki z generowaniem awatara… to mamy problem. Bo ludzie przychodzą na eventy EB dla ludzi. Dla rozmowy, dla kontaktu, dla poczucia, że po drugiej stronie jest ktoś realny. AI może być Twoim wsparciem, ale zdecydowanie nie główną osią Twojej komunikacji.
Zielone eventy firmowe, czyli już nie trend, tylko standard
Na koniec coś, co jeszcze niedawno było „miłym dodatkiem”, a dziś bardzo szybko staje się obowiązkiem. Zrównoważone, ekologiczne eventy. I nie chodzi już tylko o rezygnację z plastikowych słomek. Chodzi o całościowe podejście: mniej odpadów, lokalne jedzenie, materiały do ponownego wykorzystania, digital zamiast papieru, sensowne podejście do transportu.
To wszystko zaczyna być częścią doświadczenia uczestnika. I, co ważniejsze, częścią oceny pracodawcy. Zwłaszcza wśród najmłodszych pokoleń na rynku pracy, które naprawdę na to patrzą. Obserwują i oceniają, czy to, co robisz jako marka, jest spójne, czy to tylko klasyczna akcja „pod ESG w raporcie".
Jeśli Twoja firma mówi o odpowiedzialności, zielone eventy firmowe muszą to pokazywać. Inaczej robi się dysonans, który bardzo szybko wychodzi na wierzch.
Jeśli interesuje Cię ten temat, gorąco zachęcam do pobrania e-booka o zielonych eventach autorstwa moich koleżanek z pracy – Katarzyny Lach-Urgacz i Martyny Pawul-Mieczkowskiej. Możesz go znaleźć TUTAJ.
Co z tego wynika?
Trendy będą się zmieniać. To pewne. Ale w employer brandingu nie chodzi o to, żeby być na bieżąco ze wszystkim. Chodzi o to, żeby wybierać mądrze.
Nie wszystko, co wygląda dobrze na scenie, działa w rekrutacji. Nie wszystko, co robi konkurencja, ma sens u Ciebie.
I może najważniejsze: event to nie jest cel sam w sobie. To jest narzędzie. A pytanie, które warto sobie zadać przed każdym „fajnym pomysłem”, brzmi bardzo prosto: czy to realnie przybliża mnie do ludzi, zarówno moich pracowników, jak i tych, których chcę zatrudnić, czy tylko dobrze wygląda na zdjęciach?
Jeśli chcesz organizować eventy EB, które nie tylko wyglądają dobrze, ale realnie działają – odezwij się i zróbmy to razem!
Malina Niesłuchowska Employer Branding Delivery Lead